35 lat naszego Muzeum
4 maja 2009 świętowaliśmy 35-lecie Muzeum-Pracowni. Na uroczystość przybyło wielu naszych przyjaciół, władze Wielkopolski, Powiatu i Puszczykowa, samorządowcy, przedstawiciele świata kultury i nauki, podróżnicy, muzealnicy.
Taka rocznica pobudza do refleksji i wspomnień. W swoim wystąpieniu zaproponowałem, abyśmy przenieśli się myślą do samych początków Muzeum, do tamtego dnia sprzed 35 laty, dnia oficjalnych narodzin placówki. Ojciec nasz wygłosił wówczas inauguracyjną mowę będącą przesłaniem, w którym m.in. powiedział, komu przede wszystkim będzie służyć Muzeum i jak powinno działać, ażeby trafiało do serc i umysłów gości.
„To nasze Muzeum - mówił ojciec w 1974r. – jest jak gdyby syntetycznym obrazem całego mojego życia, jest jakimś ekstraktem wieloletnich marzeń, owocem wielu uniesień, wzlotów, rozmyślań, wysiłków i akcji, nieustannej, niestrudzonej aktywności.
Mało jest ludzi w Polsce, którym dane było mieć tak piękne życie, jak ja je miałem. Życie nie tylko pełne śmiałych podróży i czarownych krajobrazów, barwnych motyli i ponętnych kobiet, lecz także twórczych marzeń i spełnień tych marzeń. W moim życiu były nie tylko książki i zaszczyty, i szczera przyjaźń z ludźmi wszystkich kolorów skóry – ale była także nieustanna chęć wzbogacania i upiększania swego gniazda, z którego się wywodzę. Tym gniazdem to nasz region, nasz Poznań, nasza Wielkopolska.
Nawet będąc oddalony od Ojczyzny o tysiące kilometrów, nigdy nie traciłem z oczu serdecznej więzi z ojczystą niwą i zawsze myślałem, jakby jej służyć. Ostatnim ogniwem tego społecznego zaangażowania jest obecnie tworzone tu żywe Muzeum-Pracownia.
W naszym Muzeum młodzież będzie się dowiadywała, jak pociągający jest nasz świat, jak to dobrze, że w nim żyjemy. A dowiadywała się tego będzie nie przez martwe slogany, utarte frazesy, pustosłowia tak częste u nas, lecz poprzez najbardziej konkretne autentyki i poprzez sugestywne dokumenty, choćby liczne fotografie z całego mojego życia, czy przez książki przeze mnie napisane.
W tej akcji przekonywania młodzieży uczestniczyć będzie szczery zapał całej mojej rodziny i nawet niektórych jej przyjaciół. Dowie się młodzież, jak to ogromnie się opłaca, gdy mieć twórcze marzenia, jak to konieczne, by dbać o tężyznę ciała i swego charakteru, by kochać przyrodę, i by się uczyć, nieustannie się douczać, gruntownie się uczyć.
Nasze Muzeum spełni swe zadanie, jeśli młodzież, opuszczając ten dom, wychodzić będzie zawsze odrobinę silniejsza, wewnętrznie bogatsza, ufniejsza wiarą w siebie i świat, który nas otacza.”
Kończę cytowanie; tyle słowa ojca, słowa, które zachowały aktualność.
Ojciec pragnął, żeby Muzeum było placówką żywą, aktywną, pełną inicjatywy i inwencji. Żeby, uchowaj Boże, nigdy nie popadło w rutynę, nie skostniało. Często to podkreślał. Wzięliśmy sobie do serca jego przestrogi. Gdyby ojciec był dzisiaj z nami, sądzę, że byłby zadowolony widząc, jak bardzo Muzeum się rozwinęło i wzbogaciło. Na początku skupiało się wyłącznie w kilku pomieszczeniach w naszym starym domu. Od tego czasu, każdy to przyzna, zmieniło się nie do poznania.
Wracając do naszej rocznicy – gdyby ktoś mnie zapytał, co dalej z Muzeum, jakie jego widoki na przyszłość – mógłbym chyba odpowiedzieć najprościej i najzwięźlej: Jeśli tylko zachowamy młodość (tę niezależną od wieku) i twórcze marzenia, o których mówił ojciec, to Muzeum się nie zestarzeje i jeszcze nie raz zaskoczy przybyszów czymś nowym, interesującym.







