W KRAINIE INKÓW
W Muzeum Pracowni otworzyliśmy 8 maja 2010r. wystawę fotograficzną Marka i Marka Oliwiera Fiedlerów „W krainie Inków”, będącą plonem naszej wyprawy do Peru i Boliwii. Podróżowaliśmy częściowo śladami mego ojca, Arkadego Fiedlera, który w kraju Inków przebywał w 1970r. Obok naszych zdjęć zaprezentowaliśmy na wystawie także jego fotografie. To był inny świat. Choćby Machu Picchu – za czasów ojca panował tam uroczysty spokój, nie było ciżby turystów, nie było komercji obecnie tak natarczywej.



Zacznijmy jednak od Limy. Oto pycha zwycięzców: Katedrę w Limie wzniesiono na miejscu zburzonej świątyni indiańskiej. W Katedrze niezwykłego wywyższenia doznał Francisco Pizarro. Bezwzględnemu, okrutnemu pogromcy Inków poświęcono całą okazałą kaplicę grobową z mozaikami przedstawiającymi przełomowe momenty z jego wyprawy do Peru. Szkielet Pizarra spoczywa w sarkofagu, którego strzeże lew – symbol siły i potęgi.

Ulice Limy są widownią obłędnego ruchu, przy dzikim akompaniamencie klaksonów. Błogiego spokoju zażyliśmy dopiero w limańskim Parku Miłości, położonym nad Pacyfikiem. Na cokole wzniesionego w Parku uroczego monumentu ktoś napisał: „Szkoda, że w miastach tak mało pomników stawia się zakochanym”.

Muzeum Złota w Limie: Przyjrzyjcie się oczom tej złotej maski! Istnieje powiedzenie: „Coś kłuje albo kole w oczy”. Twórca maski chciał chyba przekazać nam zupełnie inną prawdę: że oczy także mogą kłuć!

Czaszka w Muzeum Złota ze śladami trepanacji. Otwór w głowie zasklepiono złotą blaszką, tkanka kostna się zrosła – dzięki temu wiemy, że pacjent przeżył. W dawnym Peru z powodzeniem wykonywano tak trudne operacje.

Półwysep Paracas – dziś to pustynne miejsce wydaje się opuszczone przez Boga i ludzi. A przecież w dawnych wiekach (500p.n.e.-200n.e) kwitła tu oryginalna Kultura Paracas, ponieważ błogosławieństwem tej ziemi były bogate łowiska otaczające półwysep.
Geoglify w Nazca to jedna z najbardziej fascynujących zagadek Ameryki. Twórcy tych gigantycznych rysunków wytyczali je na pustynnym płaskowyżu, rozgarniając zabrązowione kamienie zalegające powierzchnię i odsłaniając jasne podłoże pustyni.
Badacze od lat głowią się nad znaczeniem rysunków, figur i linii w Nazca. Dla jednych są one gigantycznym astronomicznym kalendarzem, dla innych mapami nieba. Niektórzy dostrzegają w nich niezwykłe sanktuarium, dzięki któremu ludzie komunikowali się z bogami. Bo przecież tylko bogowie z wysokości nieba mogli ogarnąć je w pełni. Jedna z ostatnich teorii głosi, że linie łączyły święte źródła wody i służyły procesjom do miejsc kultu.
Erich von Daniken nie zawahał się ogłosić, że na płaskowyżu Nazca znalazł pasy startowe dla istot pozaziemskich.
Jedna z linii biegnie prosto jak strzelił 20km.
Gdy w latach 30-tych XX wieku budowano tu Panamericanę, inżynierowie i robotnicy nawet nie podejrzewali, że ich szosa przecina osobliwe rysunki na pustyni.

Maria Reiche, najwytrwalsza badaczka tajemnicy Nazca, ustawiła przy szosie wieżę widokową dla turystów. Wieża jest dosyć wysoka, jednakże widać z niej jedynie dwa najbliższe rysunki. Najlepiej widać figury z samolotu.

Ogromna skala rysunków: To niewiarygodne, ale ten wizerunek kolibra jest sześć razy dłuższy i pięć razy szerszy od potężnego samolotu jumbo jeta!

Pająk z Nazca.

Najbardziej tajemniczą postacią w Nazca jest tzw. Astronauta.

Cahuachi – główne centrum kultury Nazca (200p.n.e.- 700n.e.) znajduje się w pobliżu geoglifów. Maria Reiche uważała, że twórcy rysunków i linii właśnie stąd się wywodzili.
Ongiś Cahuachi tętniło życiem, dziś jego ruiny archeolodzy (także z Polski) mozolnie wydzierają piaskom pustyni.
Pamiątka po kulturze Nazca. Może ta czaszka ozdobiona pióropuszem i wymyślnymi nausznikami należała do jednego z tych Indian, którym zawdzięczamy tajemnicze rysunki?
Katedra w Arequipie. Arequipa to miasto artystów i pisarzy – rzec można peruwiański Kraków. Bez porównania piękniejsza od zakurzonej i hałaśliwej Limy, Arequipa powitała nas krystalicznym powietrzem, bogactwem kwiatów i zieleni oraz olśniewającą bielą budynków.

W drodze do kanionu rzeki Colca podziwiamy urodę andyjskich dolin.

Cruz del Condor – Krzyż Kondora – miejsce, z którego najlepiej widać kanion Colki, drugi co do głębokości wąwóz świata, dwukrotnie głębszy od Wielkiego Kanionu w USA.
Colkę dla światowego kajakarstwa górskiego oraz dla turystyki andyjskiej odkryli i rozsławili Polacy, którzy pierwsi spłynęli tą rozhukaną rzeką.
Niekwestionowanym władcą kanionu jest kondor.
Atrakcją Jeziora Titicaca są pływające wyspy, na których witają nas Indianie Ajmara.
Indianie demonstrują nam, jak powstaje sztuczna wyspa, która w istocie wcale nie pływa, bo od samego początku przygwożdża się ją żerdziami do dna jeziora. Podstawowym budulcem jest miejscowa trzcina totora kładziona warstwami, jedna na drugiej.
Z totory powstają także domostwa i łodzie.
Indianie na wyspach trudnią się tkactwem. Kupiliśmy od nich kilka pięknych kilimów dla naszego Muzeum.
Dzieci mają tu szkoły - również z totory.
Spójrzcie tylko na niesamowity lazur toni Jeziora Titicaca! To jezioro zawsze było otoczone jakąś magią. W takich miejscach rodzą się legendy. Choćby o bogu Wirakoczy, który powstał z wód Titicaca i stworzył Słońce i ludzi. Albo o Manco Capacu, pierwszym Ince, który również wyłonił się z głębin Jeziora Titicaca.

Łódź z totory jest bardzo stabilna.

Wyspa Taquile (o twardym podłożu, nie sztuczna) na Jeziorze Titicaca jest niezwykłą enklawą jakby z innej epoki. Indianie żyją tu według praw dawnego Imperium Inków.


Indianie Colla chowali swoich dostojników w grobowych wieżach z kamieni (zdjęcie górne). Gdy Inkowie podbili Colla, przejęli od nich ten zwyczaj i też zaczęli wznosić dla swoich zmarłych wieże, tylko znacznie solidniej budowane z obrobionych i dopasowanych kamieni.
W Tiahuanaco (100p.n.e.- 1000n.e.) - starożytnej metropolii nad Jeziorem Titicaca - najsłynniejszym zabytkiem jest Brama Słońca.
Szkoda tylko, że archeolodzy tak nonszalancko przenieśli Bramę Słońca z jej pierwotnego miejsca w Puma Punku (jedna z dzielnic miasta) na dziedziniec zwany Kalasasaya. Co prawda w ten sposób bezcenny zabytek przybliżono turystom (Kalasasaya leży w centrum Tiahuanaco), jednakże Brama Słońca tu chyba nie czuje się dobrze; zagubiona w obcym otoczeniu, prowadzi z nikąd do nikąd. Zdecydowanie lepszy los przypadł w udziale jej kopii, która zajęła godne miejsce w naszym Ogrodzie Kultur i Tolerancji i uroczyście wiedzie gości do starszej części Muzeum…
Bramę Słońca otacza aura tajemniczości. Od frontu w centralnym miejscu widnieje na niej relief przedstawiający – no właśnie, kogo? - Wirakoczę? Boga Słońca? Boga z Berłami? Boga Bramy? - jak piszą różni autorzy. I jaką rolę pełnią liczne skrzydlate postacie po lewej i prawej stronie, zwane aniołami?
Na tylnej stronie Bramy wykuto intrygujące wnęki – może składano w nich wota? Nieustannie obracamy się w kręgu domysłów.
Na dziedzińcu Kalasasaya stoi również posąg przedstawiający podobno dygnitarza. Ale dlaczego ów rzekomy dostojnik płacze? – z jego oczu wyraźnie kapią łzy. Spójrzcie też na palce jego dłoni – czemu wyrzeźbiono je w sposób urągający zasadom anatomii? W Tiahuanaco co rusz stajemy przed jakąś zagadką.
W głębi widać Bramę Słońca, którą ustawiono w kącie dziedzińca ni przypiął, ni przyłatał.
Gdy zeszliśmy do zagłębionego podwórca świątyni w Tiahuanaco – mocniej zabiły nam serca. Tu nie mogło być wątpliwości. Najwyższy posąg na podwórcu przedstawia brodatą postać. A więc to jest Wirakocza, dobroczynny bóg-stwórca Indian! Ten sam legendarny Wirakocza, który nauczał i chronił ludzi, ale którego przepowiednia tak tragicznie zaciążyła na losie Inków. Wirakocza zapowiedział, że powróci pod postacią białego, brodatego męża, co ułatwiło hiszpańskim awanturnikom podbicie Imperium Inków.
Dwa spojrzenia na Plaza de Armas i Katedrę w Cuzco, o którym się mówi, że jest najstarszym bez przerwy zamieszkanym miastem obu Ameryk.
Wokół placu w Cuzco przed wiekami wznosiły się pałace inkaskie, tu biło serce Imperium Inków, stąd rozchodziły się cztery główne drogi dzielące Imperium na cztery części
Ciemny, zaokrąglony mur – jakże niewiele ocalało po sławnej Coricanchy, głównej świątyni Inków w Cuzco. Pięćset lat wcześniej mur Coricanchy błyszczał olśniewająco, ponieważ wyłożony był złotem. Hiszpanie zagrabili drogocenne blachy, a na fundamentach świątyni wznieśli kościół Santo Domingo na znak podboju i panowania.
W tym miejscu, na porośniętej dziś krzewami łące, znajdował się przyświątynny ogród Coricanchy. Przedziwny, fantastyczny ogród! Zdumiewające dzieło inkaskich artystów. Trawa, drzewa, kwiaty, zwierzęta – wszystko było tu ze złota i srebra, nawet srebrna woda tryskała z fontann!
Sacsahuaman to niezwykła twierdza i zarazem świątynia Inków górująca nad Cuzco. Znawcy twierdzą, że stworzenie Sacsahuaman kosztowało znacznie więcej wysiłku niż ten, jaki był potrzebny budowniczym piramid nad Nilem, bo w Andach, wskutek skąpej zawartości tlenu w powietrzu, ciężka praca pochłania więcej energii.
Do dzisiaj ogromne wrażenie robią trzy rzędy potężnych, zygzakowatych murów warownych, groźnych jak wyszczerzone zęby pumy. A przecież Hiszpanie wytrwale rozbierali twierdzę przez wiele lat, wykorzystując jej kamienne bloki na budowę katedry, pałaców i wielu innych hiszpańskich budowli. Obecne ruiny Sacsahuaman to cienie dawnej potęgi fortecy.
„W murze Sacsahuaman były kamienie tak wielkie i ciężkie – pisał w XVI w. Pedro Pizarro, kuzyn Franciska – że wydawało się niemożliwością, aby zostały ułożone ręką ludzką; (…) a tak ściśle przylegały jedne do drugich i tak były dopasowane, że w miejscu łączenia nie można było wetknąć nawet szpilki”.
Największy głaz w murze ma osiem i pół metra wysokości i waży ok. 360 ton!
Twórcą twierdzy Sacsahuaman i potęgi Inków był Pachacutek – czyli „Ten, Który Wstrząsnął Światem”. Niewielu było na świecie przywódców, którym można by nadać taki przydomek.
Fundamenty okrągłej wieży na dziedzińcu Sacsahuaman, w której do ostatka bronili się Inkowie po zwycięskim ataku Hiszpanów na twierdzę. W tych historycznych murach dobiegło kresu coś wielkiego – tu ostatecznie zginęło Imperium Inków.
W Machu Picchu przybysza przejmuje głęboki podziw dla indiańskich architektów i artystów, kamieniarzy i rzemieślników, że stworzyli dzieło tak wspaniałe i pełne fantazji. „Wydawało mi się, że to jakiś nieprawdopodobny sen” – napisał Hiram Bingham, który odkrył zaginione miasto w 1911r.
Machu Picchu wzniesiono w miejscu wyjątkowo malowniczym, nad grzmiącymi wodami rzeki Urubamby.
Na główny plac w Machu Picchu nie wpuszcza się ludzi – to miejsce należy wyłącznie do lam, alpak i wikunii.
Intihuatana („miejsce, gdzie przywiązuje się Słońce”) – kamienny gnomon w Machu Picchu, dzięki któremu prawdopodobnie określano czas przesilenia zimowego. Właśnie wtedy, gdy Słońce zdawało się opuszczać Indian, kapłan symbolicznie przywiązywał złotym łańcuchem naszą gwiazdę do sakralnego kamienia. Turyści dotykają Intihuatany, wierząc, że jest siedliskiem dobroczynnej energii.
Na głowie Marka Oliwiera wylądował oswojony kondor i niezbyt kurtuazyjnie pokazał nam – swój tył…
Ciepłe i delikatne szaty z wełny alpaki były noszone przez arystokrację inkaską.
Peru 2009r. Ładna Indianka, dzieci – oryginalne, no i – przystojniak z Polski…
Malownicza Święta Dolina Inków nad rzeką Urubamba słynie z żyzności.
Jednym z najwspanialszych osiągnięć Inków były ich cudowne tarasy rolnicze. Niektóre z nich do dzisiaj są wykorzystywane, wiele jednak popadło w ruinę. Znamienne, że Inkowie uprawiali około trzech milionów hektarów, natomiast współczesne Peru wykorzystuje zaledwie 1,8 miliona hektarów ziem ornych.
Schody prowadzące do świątyni i zarazem fortecy Ollantaytambo. To miejsce było świadkiem ostatniego zwycięstwa Inków nad Hiszpanami podczas powstania Manco Inki. Manco całkowicie zaskoczył atakujących: otworzył śluzy i woda zalała równinę u stóp fortecy, niemalże topiąc ciężkozbrojnych żołnierzy na koniach.
Tambo Machay popularnie zwane Łaźnią Inki. Czy Inkowie tu zażywali kąpieli? Tego nie wiemy. Ale jedno wiemy na pewno: woda ciągle tryska tu ze źródła - tak jak tryskała w czasach Inków!
Serdecznie dziękujemy Berenice za pomoc w przygotowaniu i organizacji wystawy.
« powrót